Under The Bridge

Szczur i H. śpią po drugiej stronie ogniska i nie tylko straszliwie pochrapują, ale jeden z nich, a może obaj, puszcza też okropne bąki. Taki smród, że nawet Gesslerowa ze swoim środkiem na wzdęcia by nie pomogła. Miesiące, lata całe, na spleśniałych sucharkach, teraz obżarli się tłustego mięsa, to nic dziwnego, że jelita nie wytrzymują i fetor wisi w nocnym powietrzu. No nic, przemieszam w kotle. Ale zimna noc, szkoda że taką krótką wzięłam tę sukienkę, ale żadna inna nie pasowała mi do śliczni bucików, to teraz trochę marznę.

Zaraz mi jakiś mądrala w komentarzach napisze, że nie ma żeńskich trolli. Oczywiście, że są. Jesteśmy odrobinę ładniejsze od męskich, mamy odrobinę mniej włosów na brodzie i malujemy sobie oczy węglami, ale tak ogólnie jesteśmy jeszcze wredniejsze i paskudniejsze. Podobno. Ja tak nie sądzę. Jesteśmy cudownymi, długowłosymi istotkami, choć nie tańczymy już nago po lasach, bo to skrajnie nieopłacalne, ale zatrudniamy się w klubach nocnych, popadamy w nałogi i kończymy pod mostem.

Ten pociąg, co dudni mi nad głową, to chyba pospieszny do Berlina. Ech. Ale bym się nim zabrała w daleki świata. Ale nie, nie mogę, bo ten H. to okropny tradycjonalista. „Za Franza Josefa trolle mieszkały pod mostami, to teraz też będą” – jakbym słyszała jego głos, despotyczny ton urzędnika ck monarchii w powiatowym miasteczku Głodomorii. Wtedy woskowano wąsy, łaził taki po ryneczku stukając laseczką i wszyscy mu się grzecznie kłaniali. Bulgocze ten żurek śląski na kościach, żeby tylko nie opryskał ręczniczka, który H. powiesił do suszenia.

Już i tak szepczę zbyt dużo, ale ogólnie jestem okropnie wygadana i mam czasem trochę szalone pomysły. Jak przy tym ostatnim wędrowcu. Klasyczną zagadkę mu zadałam, o tym co chodzi na czterech łapach, dwóch, a na końcu trzema się podpiera. Szczur i H. spojrzeli na mnie jak na wariatkę, Szczur aż owinął ogonkiem: chyba pomyliłam tradycje, co też to wykształcenie robi z trollem. Ale ten bidulek musiał być bardzo zdenerwowany, bo odpowiedział: zegar. Po dziadkach, spod Leningradu. Szczur i H. się rzucili na niego, roznieśli na strzępy. Moim kuchennym tasaczkiem.

Wyglądał nawet sympatycznie, choć żeby mieć pewność, trzeba by go najpierw ogolić. Gdzieś tu leży jego głowa, może się przyjrzę. Żurek niósł do domu, a nawet truskawki, co mi uratowało życie, bo jako weganka z przekonania żywię się tu głównie opadłymi liśćmi. A przecież mamy prawie lato. Świta. Niebezpieczna to pora dla trolla, trzeba się będzie znowu nasmarować kremem z filtrem, by mi znowu jakieś świństwa na buzi nie wyskoczyły.

Co poszło nie tak? Po studiach?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s