Jaskinia Lechistanu

Zawsze się śmiałem, kiedy plemienni konserwatyści głosili, że kiedyś było lepiej, ale teraz i ja chyba zaczynam cierpieć na tę przypadłość. I jeszcze okrutnie bolą mnie zęby. Może dlatego chodzę wkurwiony, a może świat rzeczywiście tak podupadł ostatnio?

Już absolutnie najgorzej, kiedy człowiek człowiek sterany wraca do jaskini, a tam wszędzie porozwalane oszczepy sprzed dwudziestu lat, bo stary jest fanatykiem tradycyjnego polowania i ulepszonego sprzętu do ręki nie weźmie. Żona oczami daje znać, bym starego w końcu wygonił, ale stary to stary, chyba, bo mamusia była piękną wenus, choć nie z Milo, a my nie za bardzo uznajemy te nowoczesne trendy.  Monogamia i gniew Boga za dymanko to jakieś fiziumiziu. Zasady w życiu trzeba mieć. I jak stary odchował mnie w tej jaskini, to go nie wyrzucę, choć zramolał okrutnie.

Co gorsza, poza dwoma szczurzyskami, nic z polowania nie przyniosłem. Cały dzień się człowiek nachodził za mamutem i chuja nic, niente, nul. Pieprzone tygrysy z tymi kłami, pierwsze dopadły. Myślałem, że wykroję kawał padliny jak już się nażrą, ale nie, przyprowadziły potomstwo. Takie malutkie, a już łobuziaki drapieżne. Śniły mi się potem, że niby stoję w jakiejś dziwnej jaskini z szarych głazów, obok one biegają i słychać głos jak grzmot spod samej powały „Julka, Margot, gdzie się pochowałyście”?

Bardzo potrzebowałbym tego mięsa, futer też jak najwięcej, bo jak jaskinia już dawno spłacona (otoczakami, ale było gładzenia!), to nauczycielka mi mówi, że córka ma talent i szkoda, by się tu zmarnował. Fakt, pięknie rysuje. Jak weźmie kawałek drewna z ogniska i zacznie mazać po ścianie, to takiego żubra aż chce się ugryźć w dupę. I przychodzi do mnie ta nauczycielka z drugiej części groty i opowiada, że są specjalne programy, ze można za pół darmo wyjechać do innej jaskini, w ramach programu Erasmus się uczyć nowych trendów malarstwa jaskiniowego, ale dziewczyny tak gołej to wypuścić nie można. Więc futra, nowe futra, naturalnie.

Córka to problem mniejszy. Syn to się dopiero znarowił. Razem z kumplami chodzą tylko w futrach niedźwiedzich, a ich brunatne ubiory symbolizują, tu cytat: „Potęgę naszej jaskini i nic złego w jej głoszeniu, a ludzie ludzie dzielą się nie biologicznie, a etnicznie i to jest fakt naukowy”. Próbuję mu wbić do łba, że za czasów pradziadka było podobnie i skończyło się tak, że musieliśmy oddać naszą jaskinię i znaleźć sobie nową trochę dalej za słońcem, to prycha, że prymitywni byli i niczego się nie nauczyli. Nasi przodkowie, znaczy się. I że nie mam go straszyć dyktaturą, model wodzowski się przejadł, to żaden faszyzm tylko „zdrowy jaskiniowy nacjonalizm” oraz „nie stawiajmy państwa w roli religijnego totemu”. Wódz się mu nie podoba? Ja mu dam, przez kolano przełożę i będę tłukł, myślę, ale sobie przypominam jaki był chorowity, z trudem go odratowaliśmy. Godzinami trzymaliśmy nad ogniskiem i masowaliśmy stópki, babka się bała brać do ręki, taki delikatny się wydawał.

I nie może pamiętać jak zjedliśmy mu wujka. Nie patrzcie tak na mnie, nie osądzajcie. To była ciężka zima. Wejście do jaskini tak zawiało, że mogliśmy tylko siedzieć w środku i zastanawiać się, czy drewna wystarczy. Wyjedliśmy wszystko co się ruszało w podziemnych korytarzach, a nawet to, co od dawna leżało. Dieta prehistoryczna to nazywają obecnie w modnych runach naściennych, ale uwierzcie zbyt smaczne i zdrowe to nie było. Na szczęście siostrzenica się spowinowaciła z neandertalczykami siedem jaskiń w lewo, męża wzięła do domu i podjąłem decyzję jaką podjąłem. Dobry był z niego chłopak, ale jednak inna pula genowa. Świeże mięso, białko, proteiny.

Dałbym sobie radę z tym wyzwaniem, psychicznie zawsze byłem bardzo mocny, gdyby nie to, że latem dziewczyna urodziła bliźniaki. Chłopczyka i dziewczynkę. Teraz już podrosły, łażą po jaskini i są mi wyrzutem sumienia. Gdyby jeszcze mówiły po naszemu, ale jakby się uparły, i tylko szwargoczą tym swoim narzeczem, popiskują i chrypią. Co prawda mędrcy wyjaśniają, że to kwestia innej anatomii, coś tam coś tam o głośni i kości gnykowej, ale jestem pewien, że mi na złość.

Strasznie się zresztą ta nauka w ostatniej dekadzie rozprzestrzeniła. Niby wszystko można zmierzyć, wymierzyć, przewidzieć. To niech mi kurwa wyliczą, co to jest ten lodowy jęzor, co to się pojawił za wzgórzami i jak daleko się posunie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s